Jedziemy wałem przeciwpowodziowym z Bydgoszczy do Torunia.

Wyruszymy w okolicy mostu fordońskiego, a zakończymy przy świątyni Ojca Dyrektora.

Długość trasy – około 35km, w tym po wałach 25km

Muszę też zaznaczyć, że to nie jest Wiślana Trasa Rowerowa. O niej i jej przebiegu porozmawiamy w innym filmie.

Wystartowaliśmy przed mostem w Fordonie. Tu pierwsze zdziwienie. Choć przez most jest wytyczony szlak rowerowy, nie ma drogi rowerowej ani ciągu pieszo rowerowego.

Jazda po ruchliwej jezdni nie należy do bezpiecznej ani przyjemnej.

Nerwowi kierowcy trąbią, próbują niebezpiecznie wyprzedzać, a wyzwiska też nie należą do rzadkości.

Jazda chodnikiem wydaje się lepszym rozwiązaniem choć może zakończyć się mandatem.

Lokalsi mówią, że policja czasami organizuje łapanki i wtedy przejazd przez most kosztuje pięćdziesiąt złotych.

Za mostem jest już dużo lepiej, mamy namiastkę drogi rowerowej, którą bezpiecznie dotrzemy do Ostromecka.

Tu odbijamy w las i wyruszamy w kierunku wałów.

Zanim na nie wjedziemy musimy jeszcze pokonać niezbyt długi odcinek ruchliwej szosy, to ta sama, która prowadzi przez fordoński most.

Na wał wjeżdżamy w okolicach dawnej wojskowej przeprawy przez Wisłę.

Teraz bez żadnych przeszkód możemy zmierzać w kierunku Torunia.

Wały przeciwpowodziowe, dla nas stały element wiślanego krajobrazu, powstały dopiero na początku XIX wieku .

Oprócz funkcji użytkowej pełnią rolę przyrodniczą, krajobrazową i od pewnego czasu stały się trasami rowerowymi.

Jazdę po wałach, a także wytyczanie na ich koronie szlaków rowerowych umożliwiła nowelizacja Prawa wodnego, którą 11 maja 2014 roku podpisał Bronisław Komorowski.

Ciągnące się kilometrami wysokie wiślane wały dzielą przestrzeń na dwa różne światy.

Od strony rzeki polder kształtowany przez kolejne wylewy, porośnięty naturalnie rozwijającą się roślinnością.

Od strony chronionej ciągnące się w nieskończoność pola uprawne.

Uprzemysłowiona wieś już dawno straciła swój sielski charakter.

Zarówno pod względem widoków jak i aromatów.

Nie ma już szans na oglądanie kadrów podobnych do tych z filmu Sami Swoi.

Relację kończymy przy kościele, który powstał w wyniku megalomańskich zapędów najsławniejszego redemptorysty. Nie podjeżdżamy zbyt blisko, tam nie lubią rowerzystów. Ochrona wygania każdego, kto próbuje rowerem profanować świątynny plac.

Jak wrócić z Torunia, opowiem w kolejnym odcinku.

DAG

Tym razem odrobina historii.

Przekraczamy dawną bramę Zachemu, a jeszcze wcześniej Dynamit AG.

Do niedawna ściśle strzeżona, dzisiaj stanowi dziwny element w ciągu ulicy. Nikt już tu nikogo nie kontroluje i niczego nie pilnuje.

W filmie cofniemy się w czasie o kilkadziesiąt lat.

W lesie w Puszczy bydgoskiej stoją pozostałości po dawnej fabryce zbrojeniowej.
Znaczna część budynków została wyburzonych pod inwestycje w Bydgoskim Parku Przemysłowym,na niewielkiej częśći funkcjonuje muzeum pod nazwą Eksplozeum, a pozostałe powoli pochłania przyroda.

Pierwszy kontakt z Alferd Nobel & Co Bromberg, później Dynamit AG miałem w 2005 roku załatwiając jakąś sprawę w Zachemie. Zaciekawiła mnie wtedy nietypowa konstrukcja budynków.r

Niestety teren zakładów chemicznych był niedostępny. Zacząłem szukać w literaturze i internecie.
Szło opornie. Do tego mnóstwo wydumanych historii.
Takich w rodzaju „śniegu po pas a my żytem”. Opowieści o dziwnych budynkach na kilka pięter wkopanych w ziemię, o tunelach łączących śródmieście i lotnisko z zakładem i o tym co się tam ukrywa. Większość okazała się wyssanymi z palca.
Po wielu staraniach, weryfikacji, szkoleniu i kilku sprawdzających rozmowach udało mi się uzyskać miesięczną przepustkę. Mogłem działać, przygotowywałem artykuł dla kilu redakcji.

O tego czasu minęło już kilkanaście lat, po Zachemie nie ma śladu, a teren jest ogólnie dostępny. Wróciłem zobaczyć co jeszcze zostało z Dynami AG.

Korzystając z okazji przygotowałem opowieść o tym, co tu kiedyś było. Kilka bieżących ujęć filmowych zakończy pokaz, dzisiaj już unikatowych zdjęć DAG.

Część budynków przedstawionych na fotografiach nie istnieje, część znajduje się na nadal niedostępnym terenie Nitrochemu, to producent trotylu dla NATO, kilka tworzy Eksplozeum, a reszta niszczeje.

Zatem do rzeczy.

Budowa DAG rozpoczęła się zaraz po wkroczeniu Niemców do Bydgoszczy. Na zlokalizowanie tu fabryki miały wpływ dwa czynniki: Wisła, stanowiąca rezerwuar wody dla procesów technologicznych
i pofałdowane ukształtowanie terenu, minimalizujące straty
w przypadku awarii.

Teren ogrodzono podwójnym płotem, o długości 35km, wybudowano 360 kilometrów dróg i 40km torów kolejowych. Własną elektrownię parową, kotłownie, ujęcie wody
z Wisły i studnie głębinowe. Oprócz instalacji centralnych każdy wydział, na wypadek awarii miał swój generator i kotłownię.

Budowa była realizowana w niemieckim stylu, siłą więźniów
i pracowników przymusowych.
Ci ostatni zostali ulokowani
w barakach na terenie Łęgnowa
i Glinek. Większość z nich stoi do dzisiaj i jest zamieszkana.

Więźniowie ze Stutthofu
i Koronowa byli przetrzymywani wewnątrz zakładu. Tu też był karcer, dla tych co lekceważyli niemieckie polecenia.

Szacuje się, że w DAG pracowało od 30 do 40 tysięcy robotników,
w tym bezpośrednio przy produkcji około 10 tysięcy.

Uruchomienie produkcji prochów nastąpiło w 1942 roku. Produkcja trwałą nieprzerwanie do wyzwolenia Bydgoszczy przez Armię Czerwoną i I Armię Wojska Polskiego.

Uważa się, że fabryka realizowała w 5% zapotrzebowanie armii niemieckiej na prochy strzelnicze i materiały wybuchowe.

Dla zaspokajania rosnącego zapotrzebowania frontu nieustanie prowadzono badania nad nowymi materiałami.

Rozwijano produkcję prochów rakietowych i kruszących materiałów wybuchowych. Pośpiech doprowadził do kilku wypadków. Największy miał miejsce podczas uruchamiania eksperymentalnej linii do produkcji Dinitrobenzenu, w którym zginęło 6 osób, wśród nich niemieccy inżynierowie, twórcy technologii, oraz całkowicie zostały zniszczone budynki produkcyjne.

Dynamit AG Bromberg składał się
z pięciu podstawowych wydziałów:

NC – produkcja nitrocelulozy

NGL – produkcja nitrogliceryny (obecnie teren Eksplozeum)

POL – produkcja prochów strzelniczych

TRI/DI-B – produkcja kruszących materiałów wybuchowych

FUSTELLE – elaboracja amunicji

Proces produkcyjny rozpoczynał się od nitracji celulozy. Następnie nitrocelulozę rurociągami transportowano do NGL. Produkowaną tam nitroglicerynę mieszano
w zawiesinie wodnej
z nitrocelulozą i uzyskaną w ten sposób masę prochową przesyłano do wydziału obróbki prochów – POL Betreib.

Tam po odwirowaniu wody trafiała do walcarek, które poprzez kilkukrotne walcowanie ujednorodniały rozkład włókien, co miało kluczowe znaczeniu dla wartości strzelniczych prochu. Następnie masę przekazywano do pras, gdzie formowano odpowiednie kształtki do późniejszej elaboracji.

Z uzyskanych formatek na wydziale Fusttele przygotowywano amunicję. Produktem finalnym były między innymi bomby lotnicze, pociski moździerzowe
i ładunki prochowe do armat. Dokładnego asortymentu nigdy nie udało się ustalić.

Produkcję kontynuowano niemal do ostatniego dnia.

Armia wyzwoleńcza zajęła zakład praktycznie gotowy do produkcji. Niemcy podczas ucieczki zabrali jedynie dokumentację techniczną.

W DAG dzieła zniszczenia dokonali żołnierze radzieccy. Na polecenie Komisji Trofeów Wojennych Armii Radzieckiej zdemontowali wszystkie urządzenia i wysłali do Związku Radzieckiego.

Szacuje się, że ogółem z terenu DAG, w głąb ZSRR wyjechało do 1300 do 1500 wagonów
z wyposażeniem.

Po przejęciu terenu przez władze polskie utworzono Wytwórnię Chemiczną Nr9 i NR11, które
w latach pięćdziesiątych przekształcono w Zakłady Chemiczne Organika Zachem oraz Nitrochem. Obecnie poza Nitrochemem cały teren jest dostępny do zwiedzania.

Wydział nitrogliceryny został przekształcony w Eksplozeum,
a pozostałe części dawnej fabryki można oglądać przemierzając otwarty już teren upadłego Zachemu.

Ostatnie niedostępne miejsce, na którego terenie znajduje się wiele ciekawych budynków, to Nitrochem. Ze względu na to, że w większości trwa tam nadal produkcja materiałów wybuchowych, nie mogłem ich fotografować. Moja obecność na tym terenie ograniczyła się do kilku ogólnych zdjęć i zwiedzenia zakładu pod czujnym okiem ochrony.

Na filmie widzieliście stan obecny, teraz zapraszam Was do obejrzenia archiwalnych zdjęć, które wykonałem na terenie zakładu w 2005 i 2006 roku podczas zbierania materiałów do artykułów o niemieckiej fabryce amunicji.

 

Trening To Podstawa

Zima to, w przekonaniu wielu rowerzystów czas stracony. Niesprzyjające warunki atmosferyczne nie zachęcają do jazdy.
Część kolarzy wolny czas przeznacza na trening siłowy, inni, w oczekiwaniu na wiosnę oddają się błogiemu lenistwu na swojej ulubionej kanapie. Niewielka grupa jeździ przez cały rok.
My plasujemy się gdzieś pośrodku.
Trochę ćwiczymy siłę, a jak tylko można to jeździmy.
Czasami tylko po podwórku.
Wtedy wymyślamy różne sposoby na poprawę naszych umiejętności technicznych.

Wpadamy na dziwne pomysły.
Ostatnim jest drabina i palety. Zestaw miał zastąpić rock garden.
Dla mniej wtajemniczonych to taki kamienisty odcinek na trasie DH.

Ćwiczyliśmy wolne i szybkie przejazdy.
Jaka zawsze okazało się, że najtrudniej jest przejechać powoli.

Ma tu zastosowanie stara zasada z Downhillu, że nie wolno zbyt wolno.

Robiliśmy też nieśmiałe podejścia do bunny hopa, ale w tej materii jeszcze dużo przed nami.

Do wiosny pozostało trochę czasu, więc mam nadzieję, że doszlifujemy i ten element.

Znając nas, nie poddamy się bez walki, a próby będziecie mogli oglądać w kolejnych filmach serii Trening To Podstawa na kanele Kolle

Myślęcinek MTB

W tym filmie pokażemy nasz wyjazd do Myślęcinka.
Zaczniemy od nietypowej trasy dojazdu,następnie pokażemy kilka myślęcińskich singli.
Jedni je znają i często po nich śmigają, inni coś słyszeli, ale nie wiedzą gdzie szukać, a jeszcze inni boją się tam jeździć.

Starujemy z ulicy Nad Torem przy Polo markecie.
Drogą rowerową dojedziemy do lasu i skręcamy w pierwszą drogę w prawo.
Dalej nasypem po dawnej kolejce wąskotorowej do Janowa i leśną drogą do pętli autobusowej w Smukale.
Tu skręcamy w lewo i jedziemy aż nam się skończy asfalt.
Po wjechaniu do lasu skręcamy na pierwszym skrzyżowaniu w prawo i już jesteśmy na drodze do Myślęcinka.

Dlaczego tak jeździmy?
Żeby ominąć ruchliwą ulicę Gdańską i tłok przy pętli tramwajowej, gdzie koncentruje się cały Myślęciński ruch.
Nie lubimy tłoku, nie lubimy rozgardiaszu, jeździmy na rowerach żeby trochę uciec od cywilizacji.

Zanim wjedziecie do lasu, pamiętajcie że trzeba się zabezpieczyć przed ukąszeniami komarów i kleszczy.

Jesteśmy już w lesie.
Zaczynamy od lekkiego podjazdu.
Trasa cechuje się ciągłym interwałem. Podjazd, zjazd i znowu podjazd. Jazdę dodatkowo utrudniają korzenie, piasek, a po opadach błoto.

Przed nami zjazd, który prowadzi do błotnistej doliny.
W zależności od pogody można swobodnie jechać środkiem, albo trzeba brnąć w jednej wielkiej kałuży. Do tego na końcu czeka nas stromy podjazd.
Niezbyt długi, ale kałuża nie pozwala nam solidnie się rozpędzić i pokonanie go wymaga dużego wysiłku.

Kolejne odcinki to już typowe leśne drogi, którymi do jedziemy do kładki w Rynkowie.

Tu zaczyna się teren, który wszyscy nazywają ogólnie Myślęcinkiem.

Dojeżdżamy do miejsca, gdzie mamy do wyboru – jechać prosto, lub skręcić w prawo.

Pokażemy jak wygląda droga gdy skręcimy w prawo.
Przerwiemy w jakimś momencie i ponownie wrócimy do rozjazdu, żeby pojechać prosto.

Jest tu równo, ścieżki wyjeżdżone, nie ma problemu z nawigacją.
Podobno od naszego przejazdu trochę się tu zmieniło.
Powstały jakieś hopy i bandy.

Co, moim zdaniem uatrakcyjniło teren i część rowerzystów się z nami zgadza.
Jednak są też zdania przeciwne. Wiele osób uważa, że jest to teren rekreacyjny, nie przeznaczony do żadnej ekstremy
i powinien być dostosowany do wszelkich poziomów: dla ludzi słabo jeżdżących, dla dzieci i dla takich bardzo turystycznych rowerzystów.

Ja się z tym nie zgadzam.
Uważam, że są drogi rowerowe, gdzie się mogą odnaleźć turyści
i powinny być takie miejsca leśne, gdzie mogą mieć swoje enklawy rowerzyści bardziej ekstremalni.

Dojeżdżamy do miejsca, gdzie musimy podjąć decyzję – jedziemy prosto, czy skręcamy.
Jeżeli czujemy się już pewnie na rowerze, nie mamy problemu z utrzymaniem równowagi i nie boimy się krętych wąskich ścieżek możemy skręcić w prawo.
Jak nie czujemy się na siłach, lepiej pojechać prosto.

Tu spotkamy się z tymi, którzy wybrali łatwiejszą drogę.

Wracamy do rozjazdu i wybieramy kierunek na wprost.
Po chwili dojeżdżamy do wieży obserwacyjnej, przy której rozpoczyna się ścieżka.

Po prawej stronie, wzdłuż trasy ciągną się jakieś wykopki – wygrzebany rów.
Widać, ze to jest sprawa stara i porzucona.
Zastanawiam się, czy robił to leśniczy, czy służyło to uprawom leśnym, czy może jest to pozostałość po niedokończonej trasie, którą ktoś, kiedyś tu budował i przegoniono go stąd.

Nie udało mi się dowiedzieć jak jest naprawdę. Obstawiam, że są to pozostałości po nieudanej inwestycji.
Sądzę, że ekipa, która próbowała zrobić tu coś fajnego musiała zabrać swoje zabawki i uciekać stąd.

Dojechaliśmy do miejsca, gdzie przerwaliśmy poprzednią prezentację trasy.

Na tym kończymy przejazd singlem. Skręcamy w lewo i po miejscami wyboistym zboczu zjeżdżamy do podnóża góry.

Żeby kontynuować zwiedzanie ścieżek musimy wspiąć się ponownie na szczyt.

Jedziemy najbardziej lajtowym podjazdem.
Podjazd jest dosyć długi,dla początkujących rowerzystów może stanowić wyzwanie.
Nawierzchnia momentami jest piaszczysta i gdzieniegdzie sterczą korzenie.

Dla zaawansowanych kolarzy jest to pikuś, chwila i są na górze.

My też tak to traktujemy. Jak nam zaczyna brakować sił, to podjeżdżamy tędy.
Jeżeli jesteśmy jeszcze w dobrej formie, wybieramy bardziej strome podjazdy.

Ponieważ nasz film jest kompilacją nagrań z kliku wyjazdów, po zakończeniu podjazdu nie zachowamy chronologii zdarzeń i przeniesiemy się w inną część myślęcińskiej góry.
Pokażemy jeszcze jeden singiel i długo poszukiwany przez nas wilczy dół.Znalezienie tego miejsca zajęło nam trochę czasu.
Otrzymywaliśmy błędne informacje. Różne dziury w lesie nazywano wilczym dołem.
Dopiero systematyczne skanowanie wszystkich ścieżek doprowadziło nas we właściwe miejsce.
Jest godne uwagi, jako miejsce treningowe.
Takie na poprawienie skilsów i odwagi.