Trening To Podstawa

Zima to, w przekonaniu wielu rowerzystów czas stracony. Niesprzyjające warunki atmosferyczne nie zachęcają do jazdy.
Część kolarzy wolny czas przeznacza na trening siłowy, inni, w oczekiwaniu na wiosnę oddają się błogiemu lenistwu na swojej ulubionej kanapie. Niewielka grupa jeździ przez cały rok.
My plasujemy się gdzieś pośrodku.
Trochę ćwiczymy siłę, a jak tylko można to jeździmy.
Czasami tylko po podwórku.
Wtedy wymyślamy różne sposoby na poprawę naszych umiejętności technicznych.

Wpadamy na dziwne pomysły.
Ostatnim jest drabina i palety. Zestaw miał zastąpić rock garden.
Dla mniej wtajemniczonych to taki kamienisty odcinek na trasie DH.

Ćwiczyliśmy wolne i szybkie przejazdy.
Jaka zawsze okazało się, że najtrudniej jest przejechać powoli.

Ma tu zastosowanie stara zasada z Downhillu, że nie wolno zbyt wolno.

Robiliśmy też nieśmiałe podejścia do bunny hopa, ale w tej materii jeszcze dużo przed nami.

Do wiosny pozostało trochę czasu, więc mam nadzieję, że doszlifujemy i ten element.

Znając nas, nie poddamy się bez walki, a próby będziecie mogli oglądać w kolejnych filmach serii Trening To Podstawa na kanele Kolle

Długo odkładana wyprawa do Lubostronia.

Przymierzaliśmy się do niej co najmniej rok.
W końcu się wybraliśmy. Jak się później okazało, o tydzień za późno.
Lubostroń przywitał nas biało czerwonymi taśmami, które uniemożliwiały wstęp do parku.
Szybko zrozumieliśmy co jest tego powodem.
Część drzew była połamana. To skutek wichury jaka przeszła nad okolicą.
Zwiedzaliśmy pałac kiedy park był w nienagannym stanie, to co zobaczyliśmy bardzo nas zasmuciło.
Nie spodziewaliśmy się, że za kilka dni wiatr dokończy swoje dzieło i w parku przetrwa tylko kilka najsilniejszych drzew.
Trochę zmartwieni widokiem ruszyliśmy w dalszą drogę.
W planie było zdobycie Jabłowskich Gór.
To jedno z miejsc, gdzie jeszcze nie byliśmy.
Zamiar legł w gruzach – i to dosłownie.
Musieliśmy przeprawić się na drugi brzeg Noteci, a z mostu został tylko szkielet. Jesteśmy przekonani, że to remont, a nie rozbiórka i za jakiś czas będziemy mogli planowaną trasę przejechać bez zmian.
Niestety musieliśmy odpuścić Jabłowskie Góry.

Pojechaliśmy więc do Łabiszyna, dalej szosą do Władysławowa, gdzie za zakładem mięsnym skręciliśmy w prawo w polną drogę w kierunku Ciela, minęliśmy śluzę w Dembinku i od tego miejsca popsuła się droga – polna, momentami wyboista, ale twarda zamieniła się w kurzawkę.
Brnęliśmy kilka kilometrów w piachu, aż przed naszymi oczami pojawiły się pierwsze zabudowania.
Dalej było już łatwo. Jechaliśmy ddr z Ciela do Trzcińca i dalej do Bydgoszczy.

Jabłowskim Górom nie odpuścimy. Jeżeli nie naprawią mostu, znajdziemy inną drogę. Drugi pod względem wysokości szczyt w okolicy musi być zdobyty.

Chcesz mieć trasę, zrób sobie sam.

Rozochoceni wakacyjnymi wyjazdami do Bike Parków zaczęliśmy poszukiwania lokalnych miejscówek. Niczego nowego nie odkryliśmy. Tylko Grabina w Koronowie i bliżej Myślęcinek. O ile na Grabinę i powstające tam trasy nie można powiedzieć złego słowa, to Myślęcinek jest raczej nieporozumieniem. Pytaliśmy w środowiskach rowerowych, na Facebooku, a nawet w niezbyt przychylnej nam grupie VELO. Nie przyniosło to żadnego efektu. Wszyscy wskazują Myślęcinek, a tam nic tylko ścieżki do jeżdżenia XC. Wszelkie konstrukcje do skakania, bandy i inne elementy torów są na bieżąco usuwane przez leśników. Konflikt rowerzystów z leśniczym trawa od wielu lat i nie ma żadnych oznak na porozumienie, co przekreśla wszelkie szanse na rozwój miejscówki. Szukaliśmy dalej w okolicy Bydgoszczy i niczego nie znaleźliśmy. Do Koronowa na Grabinę trochę daleko jak na popołudniowe jazdy, cóż zatem robić? Nie pozostało nic innego jak przygotować trasę samodzielnie. Zrobiliśmy pierwszy odcinek serpentyny, dwa dropy i usypaliśmy małą hopę – aż chce się śmigać. Do budowy wystarczył nam zestaw: łopata, grabie, motyka. Zrobiliśmy trasę w lesie i tu musimy się przyznać, że nie do końca byliśmy w porządku wobec zarządcy terenu, nie zapytaliśmy leśniczego o zgodę. Jest to typowa samowolka. Liczymy jednak na wyrozumiałość i mamy nadzieję, że nasze dzieło nie zostanie zniszczone. Jeździmy, skaczemy i obserwujemy reakcję na naszą mini trasę. Okoliczni biegacze, rowerzyści i spacerowicze przyzwyczaili się do drobnych zmian, a część z nich nawet nie zauważa, że coś się zmieniło.
Rozkręciliśmy się i rozmyślamy, co tu jeszcze zbudować. Może jakąś bandę, kolejnego dropa czy hopę? Wszystko zależy od tego jaki los spotka nasze dotychczasowe dzieło. Jeżeli konstrukcje przetrwają lato i leśniczy nie będzie protestował, to jesienią rozpoczniemy kolejny etap.

Poznajemy okolice.

W neciku krążą opowieści i przeróżnych trasach w okolicach Bydgoszczy, jednak nie sposób dowiedzieć się szczegółów. Część opowieści, to miejskie legendy, inne to wręcz historie wyssane z palca, ale kilka jest prawdziwych. Wielu coś słyszało, a nie potrafią wskazać dokładnego miejsca. Rozpoczęliśmy poszukiwania na własną rękę. Czytaj dalej Poznajemy okolice.