Poznajemy okolice.

W neciku krążą opowieści i przeróżnych trasach w okolicach Bydgoszczy, jednak nie sposób dowiedzieć się szczegółów. Część opowieści, to miejskie legendy, inne to wręcz historie wyssane z palca, ale kilka jest prawdziwych. Wielu coś słyszało, a nie potrafią wskazać dokładnego miejsca. Rozpoczęliśmy poszukiwania na własną rękę. Kręcimy się po lesie i szukamy. Najczęściej trafiamy na hopki, sądząc po kształcie i miejscu, usypane przez potencjalnych samobójców. Rozpoczęliśmy od przeszukiwania Myślęcinka. Na początek zainteresował nas „Zjazd Złamanych Obojczyków”. W naszej wyobraźni powinna to być jakaś przepaść, z kilkoma dropami po drodze. Górka okazała się dosyć stroma, ale równa jak stół. Stopień trudności niewielki, więc skąd ta nazwa? Do bezpiecznego zjazdu wystarczy w miarę poprawna pozycja. Popytaliśmy i okazało się, że kilka lat temu przebiegała tędy trasa maratonu mtb. Że wszelkiej maści ścigacze są na bakier ze zjazdami nie jest wielką tajemnicą, a przypadłość ta skutkowała wypadkami w tym miejscu. Zawodów już od dawna nie ma, a nazwa pozostała. W nas ani nazwa, ani zbocze strachu nie wzbudziło, po kilku zjazdach ruszyliśmy na dalsze poszukiwania. Staramy się znaleźć „Wilcze Doły”, kolejne miejsce po którym podobno strach jeździć. Po internetowym rozpytaniu i zwiadzie w terenie, znaleźliśmy. Miejsce dużo ciekawsze od „Zjazdu Złamanych Obojczyków”. Dla poprawnego i bezpiecznego pokonania potrzeba trochę techniki. Prawidłowe pompowanie i tłumienie hopek jest elementem kluczowym. Zbytnie usztywnienie i niewłaściwy balans ciałem może doprowadzić do nieszczęścia. „Wilcze Doły” w Myślęcinku trafiły na listę miejsc, do których chętnie powrócimy.

Dodaj komentarz